Antyspam
› OGŁOSZENIA
› FIRMY
› ARTYKUŁY
A1-BONAVERBA-23-09-do-23-10-2017
B-1-POP-RADIO

20 LAT METRA. "Prowadziłem pierwszy pociąg w kierunku Kabat" WYWIAD

› bieżące ponad rok temu    7.04.2015
sRedakcja haloursynow.pl
komentarzy 0 ocen 9 / 100%
A A A
Piotr SzyszkoPiotr Szyszko fot. ZTM

Najpierw szkolenie i egzamin w Leningradzie, potem kilka lat czekania, a w końcu otwarcie metra i pasażerowie stojący w kolejkach, aby dostać się na stacje. O swojej przygodzie z metrem, i o tym jak wszyscy uczyli się nowego środka transportu opowiada Piotr Szyszko, jeden z pięciu pierwszych maszynistów Metra Warszawskiego.

Jak trafił pan do metra?

Wcześniej, zanim przeszedłem do metra, pracowałem w lokomotywowni Odolany jako elektromechanik, ale bardzo chciałem pójść na kurs maszynisty. Nie było jednak takiej możliwości. Przeniosłem się więc na stację Warszawa Praga. Wtedy mój tata obejrzał w „Kurierze Warszawskim” materiał o poszukiwaniach maszynistów do metra. Zgłosiłem się na rozmowę i czekałem pół roku, ale w końcu się do mnie odezwali. Byłem bardzo zadowolony.

Jak wyglądało szkolenie pierwszych maszynistów?

To był rok 1989. W grupie było nas pięciu, z czego trzech maszynistów z kolei. Zostaliśmy wysłani na trzymiesięczne przeszkolenie do Leningradu. Najpierw, jeszcze w Polsce, chodziliśmy na zajęcia z języka rosyjskiego. Nauczyliśmy się jak porozumieć się w sklepie, w teatrze, jak zapytać o drogę, ale było to całkowicie nieprzydatne, nam niezbędne było słownictwo techniczne. W szkole dla maszynistów w Leningradzie wszystkie zajęcia był prowadzone po rosyjsku.

powyżej: Piotr Szyszko na szkoleniu w Leningradzie (ze zbiorów Piotra Szyszki)

Gdy przyjechaliśmy na miejsce okazało się, że specjalnie dla nas wyremontowano piętro w hotelu. Wydzielono też specjalną klasę i zaczęły się zajęcia – na początek teoretyczne o mechanice taboru, elektryce i pneumatyce oraz o przepisach. Niestety, ze względu na barierę językową początkowo niewiele rozumieliśmy.

Potem rozpoczęliśmy część praktyczną. Pod okiem doświadczonego maszynisty jeździliśmy linią Newsko-Wasileostrowską, która miała wtedy góra 5-6 stacji. Po teorii i praktyce czekał nas egzamin. Oczywiście po rosyjsku. Stanęliśmy przed komisją i zdaliśmy. Wydano nam taki sam dokument jaki otrzymują rosyjscy maszyniści.

Jakie zadania czekały na panów po powrocie do Polski?

Najpierw pisaliśmy sprawozdanie z pobytu w ZSSR, tłumaczyliśmy instrukcje, a potem się… nudziliśmy. W 1990 roku do Warszawy dotarło pierwszych 10 wagonów. W Małaszewiczach połączyliśmy je w jeden pociąg i ruszyliśmy na Kabaty. Mieliśmy nawet wagon z salonką.

Gdy dojechaliśmy do Warszawy chcieliśmy jak najszybciej przejechać się nowym nabytkiem. Nie czekając na radzieckich techników uruchomiliśmy jeden wagon i pojechaliśmy na 900-metrowy tor prób, który znajduje się wzdłuż Lasu Kabackiego. Później przyjechał serwis i wszystko do końca poskładał.

Niestety przez kolejnych kilka lat nie było zbyt wielu okazji do prowadzenia pociągów, więc pomagaliśmy przy wykańczaniu stacji. Woziliśmy drezyną kable, a ja wieszałem panele na ścianach stacji Stokłosy. Przed uruchomieniem pierwszego odcinka I linii metra organizowano także dni otwarte – wtedy wpychaliśmy traktorem wagon na stację, żeby oficjele i mieszkańcy Warszawy mogli wejść do środka i go obejrzeć. Wszystkim bardzo się podobały.

powyżej: pierwsze wagony na STP Kabaty (ze zbiorów Piotra Szyszki)

Powyżej: Transport pierwszych 10 wagonów metra ze Związku Radzieckiego do Polski. Na granicy – ze względu na inny rozstaw szyn obowiązujący w Polsce i ZSRR – konieczna była wymiana zestawów kołowych Transport pierwszych 10 wagonów metra ze Związku Radzieckiego do Polski. Na granicy – ze względu na inny rozstaw szyn obowiązujący w Polsce i ZSRR – konieczna była wymiana zestawów kołowych. (fot. ze zbiorów P. Szyszki)

Z czasem mogliśmy jeździć pociągami od Kabat do stacji Stokłosy, a później do Wilanowskiej. W 1994 roku zaczęliśmy kursy niemal rozkładowe. Szkoliliśmy nowych maszynistów i uczyliśmy się zasad działania metra.

Wreszcie przyszedł czas na wielkie otwarcie...

Metro otwarto 7 kwietnia 1995 roku. Na stacji Wilanowska stały dwa pociągi. Ja prowadziłem ten, który odjechał w kierunku Kabat. Przez pierwsze dni cała Warszawa jeździła metrem. Ludzie stali w kolejkach, żeby w ogóle wejść na stację. Doszło do tego, że policja musiała pilnować porządku. Pasażerowie nie  wysiadali z wagonów, bo chcieli przejechać się kilka razy. Dantejskie sceny się działy. I tak przez cały weekend.

Dla większości warszawiaków był to pierwszy kontakt z podziemną koleją? Czy na początku pasażerowie mieli problemy z korzystaniem z metra?

Na początku rzeczywiście zdarzały się problemy. W pierwszych latach metro było obsługiwane przez zdecydowanie krótsze – składające się z 3 wagonów – pociągi. Zgodnie z przepisami czoło pociągu musi znajdować się na początku peronu, więc osoby wchodzące na stacje od strony przeciwnej do kierunku jazdy miały do pokonania spory dystans, ponieważ pociąg kończył się mniej więcej w połowie stacji. Ludzie dziwili się dlaczego pociąg nie staje na środku. Każdy chciał mieć blisko do schodów. Posądzali nas nawet o złośliwość. Pocztą przychodziły skargi w tej sprawie. Poważnym problemem było też to, że na Politechnice pociągi przyjeżdżały i odjeżdżały z jednego peronu. Pasażerowie potrzebowali czasu, żeby się z tym oswoić.

Czy nadal prowadzi pan pociągi?

Z czasem, już jako maszynista instruktor, jeździłem coraz mniej. Teraz prowadzę głownie szkolenia i egzaminy dla nowych maszynistów. Na początku było ich 70, a teraz dochodzimy już do 250 osób uprawnionych do prowadzenia pociągów metra.

Od początków metra wiele się zmieniło, także w zakresie taboru. W Inspiro wszystkie parametry są ustawiane komputerowo – wystarczy dotknąć odpowiednie symbole na monitorze. „Metropolisy” są obsługiwane jeszcze „ręcznie”, czyli w trakcie prowadzenia pociągu używamy odpowiednich przycisków i dźwigni. Ja mam jednak największy sentyment do rosyjskich wagonów. Są proste w obsłudze, i mimo że minęło ponad 20 lat, pociągi z pierwszej dostawy cały czas kursują i wożą pasażerów.

Zmieniała się też liczba podróżnych. Kiedyś od Imielina do Kabat były pustki w wagonach. Tylko w weekendy przyjeżdżali pasażerowie z rowerami i spacerowicze wybierający się do Lasu Kabackiego. Dziś chętnych do podróży metrem nie brakuje na całej trasie. 

Dziękuję za rozmowę

*Wywiad pochodzi z miesięcznika iZTM, opublikowany za zgodą ZTM

+ 9 głosów: 9 (100%) 0 -
dodaj zdjęcia Masz swoje autorskie zdjęcia? Dodaj je do naszego tekstu.
Komentarze (0)

Multiplatforma internetowa HALOURSYNOW.PL nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane (regulamin).

dodaj komentarzbądź pierwszy!